Fantastyczne zwierzęta: Zbrodnie Grindelwaldafantastyczne zwierzęta

przez | 23 grudnia 2018

Fantastyczne zwierzęta: Zbrodnie Grindelwalda to film stanowiący dalsze wykorzystanie pomysłu dotyczącego sagi o Harrym Potterze. Choć w tym przypadku Harry Potter, czy też Hermiona Granger nie występują. Ot, ten film to dalsze zarabianie na pomyśle, który przyniósł krocie, i który to podobnie jak Gwiezdne Wojny, najwidoczniej, będzie rozmieniany na drobne.

Ale film ten wcale nie był zły. Był ok. I ok powinien być dla kogoś zakochanego w sadze o młodym czarowniku, czy też kogoś, kto wraz ze swoim dzieckiem, lub też sam szuka niespecjalnie wyszukanej rozrywki. Ot, taki wesoły, pozytywny, lekki, choć podobno potrafiący nieco zamotać odbiorcę, film.

Nadmienić muszę też, z czystego chyba obowiązku, którego i tak nikt na mnie nie narzuca, że akcja filmu toczy się przez Harrym i jego paczką, a więc tym wszystkim co już widzieliśmy na ekranie.

Fabuła i scenariusz:

Pod kątem fabuły, jak i scenariusza film stoi na poziomie z którego inni twórcy powinni brać przykład. Wszystko jest dopracowane do ostatniej deski. Jedno wynika z drugiego. Technicznie film przemyślany i stworzony jest nie tyle co należycie, ale wręcz perfekcyjnie. No, ale za scenariuszem stoi J.K. Rowling, czyli autorka sagi o Harrym Potterze, sagi, która pod kątem technicznym nie miała sobie nic do zarzucenia. Technicznie była perfekcyjna, ale i prosta, a co za tym idzie i dostępna. Jak i ten film.

Dumbledore:

Kurczę, najwidoczniej postanawiam poświęcić mu, aż cały mini akapit choć przecież wszystkie akapity u mnie są mini. No, ale chyba jedynie postać Dumbledore’a stanowi postaciowe powiązanie pomiędzy Harrym Potterem, a Fantastycznymi zwierzętami. A może się mylę? Nawet nie chce mi się tego weryfikować…

Dumbledore zupełnie mi nie pasował. Jude Law może i zagrał w porządku, a może nawet i dobrze, ale jakoś tak z tyłu głowy utkwił mi wizerunek wykreowany już przez Richarda Harrisa i Michaela Gambon’a, a więc wizerunek starego, z brodą białą i niemalże sięgającą do ziemi, profesora, mentora, nauczyciela, który choć surowy to do ostatniego tchnienia jest w stanie walczyć za swoich podopiecznych.

Tylko, tak teraz się luźno zastanawiam, jaki powinien być Dumbledore w Fantastycznych zwierzętach, aby mi przypasował? No właśnie tego nie wiem, a i na zbyt długie i luźnie analizowanie tego tematu nie mogę sobie pozwolić.

A może jednak mogę?

Dumbledore jaki by nie był w tym filmie i tak by mi nie pasował, teraz to stwierdzam. W ogóle, podejrzewam, że żadna postać z Harrego Pottera włożona do tego filmu w postaci innego aktora by mi nie pasowała. Ot, zaszufladkowałem bohaterów, aktorów, film, czy jakoś tak. Ale, czy to złe?

Największą bolączką tego filmu, w moim przekonaniu, jest to, że film ten powstał, aby przynieść zyski i to, aż za bardzo się czuję. Ot, po prostu nie znoszę dotwarzania kolejnych części do czegoś co było dobre i się sprawdziło. Wymyślanie dla mnie kolejnych, powiązanych z jakimkolwiek hitem, historii dziejących się przed zdarzeniami z danego hitu, jest kiepskie. Kurczę, autorze, artysto drogi, jeśli stworzyłeś taki bestseller, jak saga o Harrym Potterze i na tym dobrze zarobiłeś to pokaż, przede wszystkim sam sobie, że możesz coś innego. No, ale czy Rowling nie jest odpowiednikiem milionów twórców, którzy realizują swoje projekty poprawnie, technicznie perfekcyjnie, ale w przeciwieństwie do niej nie mieli tyle szczęścia?

Jaka więc ocena? Czy warto?

W filmie była scena, w której ludzie z ministerstwa z nieprzyjacielską wizytą odwiedzają Dumbledora w szkole, w której naucza. I była to scena, która myślałem, że się potoczy zupełnie inaczej. Bo jak stoją naprzeciwko siebie dwie mocne osoby, a za tło robią ubrani w płaszcze do ziemi, smutni faceci podpierający mury zamczyska, a i obraz na moment się zatrzymuje, to ja już wyczuwam scenę, która na chwilę odbierze mi oddech, scenę, która stanowić będzie odskocznię o całej masy obrazów niewymagających, a więc scenę minimalistyczną, nieco bardziej ciężką, scenę w której atmosfera jest potwornie ciężka. A tu tego nie było, bo gdy jeden się odezwał to nagle kamera skoczyła na jego twarz, a później odezwał się i drugi. I znowu kamera hop… Nie było tego powera w tej scenie, nie było tej siły, mocy, nie było mikro ruchów świadczących o tym, że to niewygodna sytuacja dla samych bohaterów. Ot, obraz uciekł w sferę bardziej bezpieczną, poprawną, przyjemną, nietrudną.

I przez to napisałem powyżej, że to film łatwy, prosty, dobry aby się rozerwać. I nie, wcale nie zawiódł mnie ten film przez to, że wspomniana scena nie potoczyła się po mojej myśli. Na szczęście potrafiłem sobie przetłumaczyć, że ona, w filmie tego pokroju nie miałaby miejsca bytu. Więc na film ten można pójść. Można pójść samemu, jak i rodziną. Teraz są święta więc to opcja w sam raz dla wszystkich tych, którzy chcą na chwilę uciec do świata magii.

Osobiście oceniam tę produkcję, głównie za perfekcjonizm w kwestii fabuły nieco wyżej od filmu pt: Dziewczyna w sieci pająka, ale jeśli chodzi o ocenę punktową to mam z tym mały problem, choć o takową w kwestii Dziewczyny w sieci pająka zostałem poproszony.

No, ale jeśli trzeba to Fantastyczne Zwierzęta: Zbrodnie Grindelwalda dostają ode mnie 6.5 w skali od 1 do 10, gdzie jeden to bardzo źle, 10, bardzo dobrze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *