Czy pisarz musi szokować? pisarz

By | 12 grudnia 2018

Tekst ten powstaje w mękach, bo zaktualizowałem WordPressa do najnowszej wersji, a już poprzednią pokochałem. I nie dość, że do końca nie wiem jaki będzie efekt końcowy dotyczący wyglądu tego wpisu, to jeszcze zdecydowałem się na opublikowanie tekstu, którym strzelić sobie mogę w stopę lub kostkę, albo kolano, czy w skroń. No cóż. Całe życie na krawędzi…

Ale wracając do sedna, o ile jakieś sedno w mojej głowie tu teraz siedzi… Gdy tak patrzę na ten nowy, zupełnie obcy mi interfejs…

No nic. W tytule wpisu jest pytanie: „czy pisarz musi szokować?” i to właśnie na nim już teraz, o tak, w tej chwili, w tym momencie, powinienem się skupić…

Od jakiegoś czasu męczę Exodus Orbitowskiego, a męczę bo to długi tekst, a i  jego początek sprawił, że stwierdziłem, że to nudna książka, bo… (oj dużo tu dzisiaj wielokropków), bo mam wrażenie, że czytam swój tekst, a co najmniej takie wrażenie miałem na początku tej książki. Spokojnie jednak, nie napisałem Exodusu. Orbitowskiego nawet na żywe oczy nie widziałem, a jedynie w telewizji, czy na zdjęciach w Internecie lub na zdjęciu jego książki. I wiecie co? Nie sięgnę już po Orbitowskiego, bo jest dla mnie nudny, bo jego książka mi się dłuży, nie przyciąga mnie do siebie, stanowiąc jedynie swego rodzaju zapełniacz, momentami sennie płynącego czasu. Poza tym Orbitowski nie przyciąga mnie swoją osobą. On jest grzeczny, ok, dużo osiągnął, ale jest grzeczny, poprawny, nieintrygujący.

Na półce z książkami mam trzy pozycje Jakuba Małeckiego. I sam się sobie dziwię, bo to równie poprawny i miły twórca jak Orbitowski. I co tu dużo mówić: po kolejne pozycje od Małeckiego nie sięgnę, bo ani one nie wywarły na mnie wielkiego wrażenia, ani też w żaden, nawet znikomy sposób nie wpłynęły na moje życie. Z tego co pamiętam pierwszą jego książkę czytałem na praktykach studenckich, drugą kupiłem, bo przeczytałem, że to dobry pisarz, a trzecią, bo była tania i podręczna. I już. Tyle z Małeckiego. Był. Skończył się.

Orbitowski i Małecki porównywalni w swej uprzejmości stanowią dla mnie przeciwwagę, czy też swego rodzaju kontrast w stosunku do Żulczyka, co do którego, swego czasu wyczytałem, że to człowiek konfliktowy, uważający się za Alfę i Omegę niemalże w każdej dziedzinie, w której zabiera głos. I dlatego też od Żulczyka stroniłem, by w końcu, pod impulsem chwili (pani w księgarni tak mnie podglądała, że aż poczułem się jak złodziej, powiedziałem jej to i wziąłem książkę, ale to historia na zupełnie inny wpis) kupić Ślepnąc od świateł.

Od razu zaznaczam, że nie wiedziałem, że na podstawie tej książki ma powstać serial. Ten zakup to był naprawdę impuls, swego rodzaju: „co mi tam, a kupię i Żulczyka”. I pykło. Podeszło. Książka mnie wciągnęła. Pamiętam o niej, pamiętam o czym była, ale pamiętam też i o łatce, którą po przeczytaniu informacji w sieci przyczepiłem do Żulczyka, a więc o łatce, w pewnym stopniu, literackiego bandziora, który niekoniecznie musi być miły dla każdego jak Orbitowski, czy Małecki i który to wzbudza mieszane uczucia, przez co, zastanawiam się teraz, czy aby na pewno pisarze, jak i różnego rodzaju artyści nie powinni choć w niewielkim stopniu szokować jeśli nie tyle co słowem pisanym lub inną swoją twórczością, to na przykład tym jak zachowują się na co dzień? Bo w końcu jest taka zasada: „nieważne jak, ważne aby o tobie mówili”.

PS. Ukazało się moje trzecie opowiadanie. O tutaj jest po polsku.

I tutaj też, po angielsku!

One thought on “

Czy pisarz musi szokować? pisarz

  1. Piotr Kasperowicz

    Raczej nie chodzi o bycie miłym lub nie. Nie chodzi też o szokowanie. Bardziej chodzi o bycie intrygującym dla odbiorców. A wiadomo, że każdemu nie można dogodzić.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *