Tytuł jest zbędny

By | 7 grudnia 2017

Kiedy pierwsza informacja którą otrzymujesz po przebudzeniu dotyczy tego, że twój kolega nie żyje przez głowę przelatuje ci dziesiątka nazwisk. Zaczynasz od tych, z którymi systematycznie się spotykasz, zaczynasz od tych z którymi masz ciągły kontakt by dopiero po chwili, mając na uwadze to kto przekazał ci tę wiadomość, zawęzić obszar poszukiwań.
To straszne, że po ograniczeniu obszaru poszukiwań masz dwóch faworytów, których nagła śmierć by cię nie zdziwiła. Nie trafiasz, ale to żadne szczęście.

Po tym jak dokonujesz swoistej retrospektywy, jak wracasz pamięcią do czasów, w których po podwórku biegałeś w obdartych spodenkach przypominasz sobie, że to z nim zacząłeś rzucać do kosza.
Jako, że nie było nic innego do roboty, a ty miałeś piłkę w barwach flagi USA kupioną za kilka złotych w pobliskiej księgarni, tłukliście rzuty o deskę.
On, pomimo tego, że był twoim rówieśnikiem był zawsze wyższy i silniejszy. Niejednokrotnie graliście jeden na jednego. Czasem nawet dawał ci wygrać.

Niekiedy się biliście, niekiedy kłóciliście, niekiedy też graliście w twierdzę krucjatę jak to dzieci.

A później on gdzieś zniknął. Skręcił chyba w nie najlepszą stronę. Gdy go sporadycznie mijałeś na ulicy nie mówił ci nawet: „część”. Choć to może ty milczałeś? Ostatnio gdzieś ci mignął. Nie zdążyłeś zareagować. Później trochę tego żałowałeś.
I w sumie to był w porządku człowiekiem. No właśnie, był.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *