Pokój na stancji…pokój na stancji

By | 30 listopada 2017

Pije. Raz brandy z colą, a raz łyk piwa. W międzyczasie włącza film online. Tytuł, ani tym bardziej fabuła filmu nie ma najmniejszego znaczenia. Jutro o nim zapomni, o ile nie zapomni nawet i za chwilę.

W pozycji na wpół leżącej. Z ręką lewą wolną aby móc systematycznie popijać powoli odpływa w zapomnienie. Tu może wszystko, tak jak i nie może nic. To miejsce kontrastów. To miejsce w którym powoli zasypia, a sufit tak jakby systematycznie wędrował w jego kierunku.

Czy to naprawdę się dzieje, czy może to tylko efekt przesadnej wyobraźni?, zastanawia się. A może to przez alkohol, który wypił w zbyt szybkim tempie? Co jak co, ale jeśli sufit naprawdę się zbliża w jego kierunku to najwyżej go zdusi miażdżąc doszczętnie tak jak zmiażdżonych została cała masa jego wczorajszych już marzeń.

Nie dzieje się to zbyt szybko. W ogóle jego życie ostatnio tak jakby zastygło. Tak jakby czas przestał w nim płynąć, jakby we wszystkich zegarkach nagle wyczerpały się baterie.

Biały i nierówny sufit jest coraz bliżej. A on, wciąż w pozycji na wpół leżącej raczy się kolejnym zbędnym łykiem brandy z colą, popijając to piwem. Na ekranie laptopa jakaś na wpół goła laska ucieka przed czymś, albo też kimś. Nie jest w stanie tego określić.  I nagle tak jakby doznaje przebłysku bo dochodzi do wniosku na podstawie, którego stwierdza, że jeśli nie wstanie z łóżka i jeśli nie ucieknie z pokoju to ten wielki biały sufit naprawdę go przydusi kończąc jego marny żywot.

Tylko, że to nieprawdopodobne aby sufit zmierzał od tak sobie w kierunku podłogi…

I choć w pewnym stopniu leży to tak naprawdę stoi, stoi przed dylematem. Nie wie czy uwierzyć w to co widzi czy może postąpić logicznie? I choć wiara w tym przypadku wydaje się nielogiczna to wstaje. Ociężale, z wyraźnym westchnieniem unosi się, po czym staje na nogach. I rzeczywiście. Sufit jest jakoś za blisko jego głowy. On jest w stanie dosięgnąć go ręka. I tak jakby ciągle ten biały, z pozoru tylko równy prostokąt się zbliżał.

Sufit naprawdę może go zmiażdżyć!

W pierwszej kolejności zaczyna zastanawiać się co ze sobą zabrać. Bez czego nie mógłbym normalnie funkcjonować?, pyta sam siebie. I wbrew pozorom, pomimo tego, że w pokoju panuje rzeczowy minimalizm, na jego naprędce stworzonej liście znajduje się całą masa przedmiotów. I gdy już wyciąga rękę do przycisku „power” znajdującego się na klawiaturze laptopa uświadamia sobie, że nie ma już czasu, że już za chwilę nie będzie w stanie wydostać się z pokoju bo sufit przyblokuje drzwi wyjściowe.

Rzuca się w kierunku drzwi. Dopada do nich niczym drapieżnik, który po tygodniu posuchy w końcu udanie zapolował. Bez opamiętania, szaleńczo szarpie za klamkę. Drzwi ani drgną! Czy jest już za późno?, zastanawia się.

W głowie mu szumi. Alkohol nieco utrudnia logiczny proces myślowy toteż nie dociera do niego, że za chwilę może już go nie być, że za moment może stać się przeszłością.

Tylko czy dotychczas był teraźniejszością?

Alkohol utrudnia proces myślowy, ale na jego szczęście całkowicie go nie blokuje toteż w końcu rozszyfrowuje zagadkę niechcących otworzyć się drzwi.

Zasuwka!

Gdyby miał w zwyczaju mówić do siebie na głos, albo co chyba jeszcze bardziej absurdalne, krzyczeć do samego siebie to z pewnością wykrzyczałby to jedno, ale jakże magiczne w danym momencie słowo: „zasuwka”.

Odryglowuje drzwi by, w końcu móc znaleźć się wśród normalności. Co prawda w przedpokoju panuje ciemność, ale mimo to jest w stanie dostrzec, że w tym pomieszczeniu, w tej przestrzeni sufit nie zważając na nic nie stara się zjednoczyć z podłogą.

No i co dalej?, zaczyna się zastanawiać. To koniec? Tam, w jego pokoju sufit zbliżał się do podłogi, tu w przedpokoju tego typu zjawisko nie ma miejsca. Tutaj jest bezpiecznie, tu mógłby spędzić resztę nocy, nocy, która dla niego jeszcze się nie skończyła.

Szkoda, że nie zabrałem z pokoju alkoholu, stwierdza po czym w ogóle nie zainteresowany już tym, że jego pokój za chwilę przestanie istnieć wraz z całą zawartością udaje się do kuchni bo tam są jeszcze piwka, tam można się zaopatrzyć.

Kroczy chwiejnie co chwilę badając bliskość ścian przy użyciu dłoni. Za punkt honoru postawił sobie utrzymanie odpowiedniej odległości od ścian jak i sufitu.

W kuchni jest to co chciał, w kuchni, a dokładniej określając miejsce to w lodówce na najniższej półce w drzwiach jest jeszcze jedno piwo, piwo chłodne, wręcz zimne. Z pewnością będzie orzeźwiające, kojące… (tu chciałem napisać zszargane nerwy), ale on jest w tej chwili niezwykle spokojny, ba, on jest wprost nieproporcjonalnie spokojny w stosunku do tego czego doświadcza.

Z piwem jest jednak jeden mały problem – nie ma czym go otworzyć, scyzoryk z otwieraczem pozostał w pokoju, który tak jak domniemywa, został już zmiażdżony, a w kuchni tej, w pomieszczeniu tym nie ma zbyt wiele. Co gorsza też, pomimo pięciu lat spędzonych na studiach, nie potrafi otwierać butelek za pomocą zębów czy też noży… Czego on tam, na tej wielkiej i prestiżowej uczelni się nauczył? I czy w ogóle czegokolwiek się nauczył?

W związku z brakiem otwieracza sam sobie nie pozostawia wyboru – postanawia wrócić do opłacanego przez siebie pokoju.

Na jego twarzy, w momencie w którym staje przed wejściem do pokoju, powinno wymalować się zdziwienie. On jednak unosi ku górze prawy bark to samo czyniąc z prawym kącikiem ust po czym równocześnie, jak jakby przez całe życie ćwiczył synchronizację na ogół niełączących się ze sobą części ciała, opuszcza je.

Pokój wygląda normalnie. Nic też w jego wnętrzu nie przypomina zmielonej papki. Z nierównego, białego sufitu zwisa samotna żarówka nie w pełni oświetlająca wnętrze. Beżowa, czy też po prostu brązowa firanka zasłania plastikowe okna. Łóżko stoi tak jak stało przed jego nagłą ucieczką. Przy łóżku jest stolik, a na nim laptop, dwie butelki z piwem, brandy, butelka z colą i szklaneczka z wątpliwej jakości drinkiem. Tuż obok stoi szafa z otwartymi drzwiami i dwie wciąż zapakowane czymś torby. W pokoju jest też tak jak poprzednio suszarka z kilkoma ubraniami, ręcznie ciosana sklejka i stojak na ubrania.

Czy w tym pokoju sufit naprawdę wędrował w kierunku podłogi?

Nie potrafi tego pojąć. Przecież widział co widział. Przecież zmysły zdrowego, jakby nie patrzeć wciąż młodego mężczyzny nie są w stanie płatać aż takich figli. A jednak wybiegł z pokoju w obawie przed najgorszym. I gdy już chce na nowo ulokować się na łóżku przed laptopem z pokoju B. zaczynają dobiegać jakieś dźwięki. Czy przypominają one otwieranie okna? Co najmniej takie ma wrażenie, że ktoś, albo też coś… tylko co? Jakaś siła wyższa? Otworzyła czy też otworzyło okno, którym teraz się do woli bawi.

Powinienem to sprawdzić, stwierdza. W końcu B. miało nie być tak samo jak grubego współlokatora przez cały weekend, w końcu ten weekend miał spędzić w zupełnej samotności pozwalającej na, a wręcz motywującej, proces twórczy z prawdziwego zdarzenia.

Napiję się tylko i ruszam, oznajmia w myślach. Po jednym, ale doprowadzającym do ujrzenia dna w szklaneczce, łyku rusza w kierunku wydobywającego się dźwięku.

I się zatrzymuje…

Przydałby się scyzoryk, stwierdza bo przecież tam może być każdy, tam może być wszystko. Tam może być włamywacz, tam może być gwałciciel, tam może być seryjny zabójca, a wchodzić tam bez broni to tak jakby godzić się na własną śmierć.

Zaopatrzony w otwarty i ostry lecz krótki nóż jest już w przedpokoju.

Wypadałoby aby zapalił światło co by móc lepiej dostrzec to co będzie mu dane ujrzeć po otwarciu drzwi. Tego jednak nie czyni. Tutaj proces myślowy nakazuje mu kryć się przed nieznanym. Nakazuje mu pozostanie niewidocznym tak jak był do tej pory. Tylko, że jego proces myślowy już od jakiegoś czasu szwankuje więc jest niekonsekwentny. Bo jak się kryć to nie otwierać drzwi, a jak bawić się w komandosa to i wiedzieć z czym ma się do czynienia.

Choć może tu chodzi o element zaskoczenia? No cóż. Nie mi to oceniać…

Postanawia wkroczyć na trzy. Raz, dwa, trzy i hop do środka – taki ma plan, niemalże doskonały. Nagle jednak pojawia się małe „ale”. Otóż aby otworzyć drzwi i wejść do środka pokoju trzeba najpierw chwycić i nacisnąć klamkę, która, no właśnie, zaczyna bawić się z im w kotka i myszkę bez opamiętania zmieniając swoje położenia.

Co jest do kurwy…, przeklina w myślach. I ma rację bo klamka, w ogóle wszystkie klamki na ziemi, mają to do siebie, że znajdują się w konkretnym, jednym i tym samym miejscu nie uciekając przy tym od dłoni, które chcą za nie chwycić.

Ta jednak jest jakaś inna, a on jest uparty. Postanowił, że wejdzie to wejdzie. W końcu za nią złapie, uściśnie co sił w dłoni i nadusi otwierając przy tym drzwi. No, ale żeby to zrobić najpierw trzeba ją zlokalizować.

Klamka jednak wiruje zbyt szybko, a on wytężając w tej wszechobecnej szarości wzrok stara się ją dostrzec. W konsekwencji osiąga nie to co chciał. Traci równowagę i czołem atakuje wspomnianą klamkę, która jak na złość pozwoliła się dotknąć. Później już niewiele pamięta. Traci przytomność.

 

 

Tekst stanowi część większej całości. Większa całość nosi roboczy tytuł: „Pokój na stancji”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *