Bez tytułu 2

By | 25 listopada 2017

Odzyskałem wiarę w kwartalniki, miesięczniki, roczniki i tym podobne wytwory literackie, stwierdził Nikt. Odzyskałem po tym jak straciłem ją ponad rok temu kiedy miał miejsce wydruk mojego opowiadania.

Kiedyś to było tak, przypomina sobie Nikt, że w poszukiwaniu tekstów dobrych, a nawet ponadprzeciętnych Nikt przewertowywał z różnym skutkiem całą masę kwartalników, gdzie po przeczytaniu danego opowiadania czasem stwierdzał, że sam by tak chciał, sam chciałby napisać coś takiego. Czasem też dziwił się, że coś opisanego w takiej, a nie innej formule zostało w ogóle opublikowane bo tekst ten albo łamał wszystkie szkolne zasady, albo sprawiał wrażenie tekstu przesadnie błahego.

A potem była publikacja, wydruk bez prawie żadnej korekty tekstu należącego zupełnie do nikogo. I wszystko na bardzo długi czas uległo zmianie gdyż, po pierwsze, kwartalnik w którym ukazało się nazwisko Nikogo do tej pory tak przez Nikogo ceniony, nie miał w sobie tekstu odkrywczego, tekstu przy którym Nikt mógłby stwierdzić: „WOW, też tak chcę” lub też uznać, że tekst, który czyta jest niezwykle świeży, wydeptujący nowe ścieżki.

Po tym jak Nikt przeczytał swoje wydrukowane przez kogoś mu zupełnie obcego opowiadanie przez długi czas w żadnym kwartalniku, miesięczniku czy roczniku nie mógł znaleźć odkrywczego opowiadania. A szukał, musicie mu uwierzyć, szukał, ale ciągle mu coś nie pasiło bo, a to temat nie ten, a to autor nie ten, a to słowa nie te, a to znał już ten tekst przed rzuceniem okiem do miesięcznika. Tak, miały miejsce sytuacje w których Nikt zapoznawał się z czyimś tekstem przed jego opublikowaniem… Kutwa…

I był też, choć pewnie dalej jest, chyba dwumiesięcznik, który choć publikował prozę młodych, dopiero co zaczynających swoją przygodę z pisaniem autorów potrafił jedną drugą swojego wnętrza wypełnić za pomocą demotywatorów…
I Nikt stracił wiarę w „książeczki”(określenie zapożyczone od pani ze znanej sieci księgarni) literackie, ale na szczęście w końcu ją odzyskał powracając do kolejnego z kolei numeru miesięcznika, w którym sam się pojawił. W końcu przeczytał opowiadanie momentami błyskotliwe, w którym autor czerpie z klasyki prowadząc narrację w pierwszej osobie niczym sam Nabokov. W końcu, stwierdza z ulgą Nikt, w końcu, choć właśnie zaczyna się zastanawiać czy aby za bardzo nie jest surowy, gdyż nawet i w tym tekście, jak twierdzi, można by było coś zmienić…?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *