Recenzja własnego tekstu

stoszapisanychkartek

By | 6 listopada 2017

Wybudzony ze snu o zbyt wczesnej porze Nikt od razu stwierdził, że ma miejsce dzień, w którym powinien skupić się na słowach, powinien zasiąść lub też się położyć i zawalczyć z tekstem. Treść porannego, wyrywającego ze snu sms’a stanowiąca pierwsze, wzięte na klatę tego dnia, słowa przyczyniła się do jednoznacznego, w pewnym stopniu zaskakującego, stwierdzenia: „kurwa, mam kaca. Łeb mi pęka”.  i nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie to, że dzień wcześniej, a raczej to już późnym wieczorem uprzedzającym dzień, w którym ten tekst powstaje, Nikt wypił tylko jedno piwo i to niskoprocentowe.

Zasiadanie do słów z bólem głowy i niealkoholowym kacem może okazać się działaniem niewłaściwym, zbędnym, złym, uznaje Nikt przypominając sobie jednak o problemach, które rodzą się podczas analizy stworzonych już słów.

Niezaprzeczalnym faktem jest, że własnego tekstu nie da się zrecenzować, a tym bardziej w przypadku w którym jest się Nikim. Niemożliwym jest aby móc zaakceptować tekst w takiej postaci w jakiej został on pierwotnie stworzony tym bardziej jeśli wewnętrzny, często zbyt głośny, głos podpowiada, że dane zdania można było inaczej zbudować, że tempo w pewnym miejscu jest zbyt szybkie, a w innym, że powinno ono być nieco wolniejsze.

W przypadku w którym chcemy poprawić coś w tekście jeszcze nigdzie nie opublikowanym jest to w pełni, do pewnego stopnia, zrozumiała kolej rzeczy. Inaczej sprawa ma się w przypadku już opublikowanego tekstu, który mógł znaleźć się już w domach, na pewno nie tysięcy, ale z pewnością kilkudziesięciu czytelników.

Jak jednak stworzyć tekst, który nie dość, że zostanie opublikowany to jeszcze po tym jak do niego powrócimy, naszym zdaniem, czyli zdaniem autorów, nie będzie wymagał żadnych nawet najdrobniejszych korekt? Otóż takiego tekstu nie da się stworzyć. Opublikowany przez nas tekst naszym zdaniem zawsze będzie wymagał jakichś korekt, drobnych poprawek. Jeśli natomiast przyjdzie nam stwierdzić, że stworzyliśmy tekst idealny, skory od jakichkolwiek nawet najdrobniejszych błędów, nie powinniśmy się określać mianem prawdziwych twórców.

Samokrytycyzm nie powinien stanowić niczyjej domeny nadrzędnej, on powinien mieć miejsce gdzieś po środku, powinien znaleźć się w przestrzeni określanej tajemniczo mianem złotego środka. Jeśli stanie się inaczej to albo będziemy chcieli aby nasz tekst całkiem zniknął już z rynku albo też aby każdy potrafiący czytać mógł się z nim zapoznać wychwalając go przy użyciu masy nic niewartych przymiotników z przedrostkiem „naj”.

Problemem w dalszym ciągu pozostaje oddzielenie tekstów dobrych od tych zupełnie nie trafionych. To jednak temat na zupełnie inny wpis, który może choć nie musi się pojawić. W końcu nie wszystkie słowa zasługują na nadanie im życia.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *