Niebieski ekran

niebieski ekran

By | 22 października 2017

Ej, czy może być piękniej? Październikowa noc pełna blasku…

Tymi słowami niejaki Łona rozpoczyna Balladę o szlachetnych czorcie.
I na tym kończy się, jeśli chodzi o ten wpis, odwoływanie się do twórczości Łony i Webbera. Nie będzie już też żadnych cytatów. Od, ten fragment po prostu wpadł Nikomu do głowy kiedy myślał jak rozpocząć opis dotyczący ów wpisu.
Opis już chyba jest z głowy, stwierdza Nikt. Choć czy było wówczas pięknie? Było w porządku, było ok, stwierdza Nikt, ale czy rzeczywiście było pięknie?

Żul z butelką postawioną na chodniku siedział na ławce czekając zapewne na odmianę losu lub też dwa złote na tanie wino. Tylko czy jedno i drugie nie jest tym samym? Temperatura płatając figla zachęcała do zrzucania ciuchów, a zmęczenie motywowało powieki do ich opadnięcia…

No i shit, stwierdza teraz Nikt. Opis miał być z głowy, a jednak się pojawił, ale i nie o tym tu miało być, tu miało być o niebieskim ekranie i nie chodzi tu o pospolity, komputerowy blue screen. Ekran do którego wciąż nieudolnie stara się odnieść Nikt dotyczy wyświetlacza telefonu, zapewne smartphona bo teraz to już wszędzie, w kieszeniach prawie wszystkich młodych są te niby mądre telefony.
Nikt nie ma smartphona. Czy należałoby przez to określić, że Nikt ma głupi telefon?
No nic. Mniejsza o to, tu przecież miało być o niebieskiej poświacie, niebieskim świetle wydobywającym się z wielkiego jak cegła wyświetlacza.

Żul nie zajmował w tej przestrzeni jednej jedynej ławki. Tam było jeszcze kilka innych zajmowanych przez, w przeważającej części, totalnie obce Nikomu osoby.
Na jednej z ławek siedziały dwie damulki z nosami w telefonach. Nikt przechodząc obok nich miał wrażenie, że jedną skądś kojarzy, że głos, którym ona dysponuje nie jest mu obcy, że chyba chodził z nią do liceum.
W pierwszej kolejności Nikt pomyślał, że się odezwie, że wtrąci się do tej przedziwnej rozmowy bez kontaktu wzrokowego, w trakcie której niby rozmówczynie wpatrzone w ekran nie dostrzegały zupełnie nic poza nim.

Później podjechał autobus. Nikt stanął w kolejce, a ta, którą Nikt niby zna wstała z ławki i z wciąż wlepionym wzrokiem w telefon stanęła dosłownie trzydzieści centymetrów przed Nikim. To ona na sto procent, stwierdził wówczas Nikt, ale po chwili procent ten znacząco zmalał gdyż w dalszym ciągu nie było mu dane ujrzeć pełnej twarzy tej zawładniętej przez niebieski ekran.

Oczywiście Nikt mimo wszystko mógł odezwać się do tej w naturalnie kręconych włosach, mógł choć na chwilę oderwać ją od wyświetlacza, ale czy kilka linijek powyżej Nikt nie wspomniał o ciężkich jak głaz powiekach?

Po podróży ona wysiadała kilka przystanków przed Nikim. Wysiadała bez telefonu przy oczach. Czy padła jej bateria? Tego Nikt nie wie i na pewno już nigdy się nie dowie, ale wie, że wychodząc spojrzała na Nikogo rozpoznając w nim kogoś kogo podobno kiedyś znała.
Tak, to była ona, stara, nierewelacyjna znajoma z liceum.

Trochę taki o niczym ten tekst, stwierdza teraz Nikt, ale czy nie dałoby się z niego wyciągnąć jakiegoś ciekawego morału? Może na przykład takiego aby patrzeć przy wykorzystaniu oczu dookoła, a nie tylko w otchłań niebieskiego ekranu?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *