Z życia wzięty koniec świata

koniec świata

By | 2 października 2017

Świat się kończy, a raczej podobno skończył się 23 lub 24 września 2017 roku, Nikt dokładnie nie pamięta. W sumie to świat skończył się już po raz któryś i ma skończyć się znowu, ale teraz proces końca ma trwać, zgodnie z tym co twierdzi jakiś jeden niedouczony uczony, całych siedem lat. I on się chyba już zaczął bo miał się zacząć w październiku 2017 roku…

Według niedouczonego uczonego, który wygłosił kolejną już teorię końca świata za koniec należy uznać szereg zdarzeń na końcu, którego będzie miało miejsce wymarcie gatunku ludzkiego, a Nikt wręcz zauroczony tą wizją stwierdza, że początek końca świata miał miejsce dokładnie pierwszego października 2017 roku w godzinach od 9:23 do 9:27 w jednym ze sklepów sieci Stokrotka.

Nikt na szybko wbiegł do sklepu. Niepocieszony tym, że przy jedynej czynnej kasie jest kolejka (studenci zjechali na studia) w rękę chwycił dwie drożdżówki i napój po czym grzecznie, obserwując kilka dialogów na linii pani kasjerka – studenci z innych krajów czekał na swoją kolej. I gdy był już przy samej kasie, i gdy na taśmie sunęły wybrane przez niego produkty nastąpił początek końca.

Do sklepu wparowała ONA, kobieta grubo po czterdziestce, na głowie coś w rodzaju pradawnej trwałej, głos piskliwy, nieznośny szczególnie o tak wczesnej porze.
Wraz z jej wejściem w sklepie zapanował zamęt.
– Gdzie jest książeczka?! – zbulwersowana krzyczała na cały sklep, w niedzielę, w dzień, który w połowie przypadków już niedługo będzie dniem ustawowo wolnym od pracy, a kasjerka będąca sama na sklepie odkrzykiwała:
– Jak obsłużę klientów to pani pokażę.
Wielonarodowa klientela nieco wystraszona krzykami, zdezorientowana i zagubiona grzecznie czekała w kolejce tak samo jak Nikt, który już za chwilę miał powiedzieć, że płaci kartką, że zbliżeniowo i, że nie potrzebuje siatki.

ONA zaczęła z wrzaskiem, piskiem i krzykiem biegać po sklepie. Kurwa jest niedziela, stwierdza Nikt, już sięgając po portfel znajdujący się w tylnej kieszeni spodni kiedy ONA podbiega do kasy, staje za Nikim jakieś 25 centymetrów i się drze i piszczy do kasjerki:
– Gdzie jest książeczka?!
Kasjerka już poddenerwowana odpowiada:
– Obsłużę klientów i pani pokażę.
Ma miejsce wrzask. Nikt nie lubi wrzasku. Nikt zaczyna buczeć po czym się odwraca to tego wrzeszczącego babsztyla wyciąga rękę z palcem wskazującym do góry i stoi. Wcale nie musi długo czekać aby ONA nieco wybita z ogłuszającego Nikogo jak i wszystkich dookoła krzyku zdezorientowana zamilkła odwracając się do tyłu.
– Co jest tam? – pyta Nikogo.
– Sufit – odpowiada Nikt, bo to taki sufit z niej spadający na głowę w środku nocy w związku z zaskakującym trzęsieniem ziemi.

Nikt w dalszym ciągu stoi i wskazuje na sufit. Ona nie wie co odpowiedzieć, milczy zdezorientowana. I kiedy Nikt zaczyna dochodzić do wniosku, że nikt(nie mylić z jednym z bohaterów tego opowiadania) jej od dawna nie przeleciał(bo i w sumie kto by chciał takiego babsztyla?) ONA odchodzi, cicho znikając w zakamarkach sklepu.

Kasjerka kasuje produkty należące go Nikogo. Za Nikim kobieta w podobnym wieku do tej wrzeszczącej, ale chyba nieco młodsza, z twarzą bardziej przystępną, można by rzec, że ładną, stoi wystraszona więc Nikt pyta:
– Dlaczego ONA wrzeszczała mi do ucha?
I to trochę rozładowuje napięcie bo na twarzy tej stojącej za Nikim w kolejce pojawia się uśmiech, ale niestety początek końca świata właśnie nastąpił.

– Płacę kartą – informuje Nikt. Jak się okazuje wcale nie musi mówić, że zbliżeniowo i, że nie potrzebuje siatki po czym tak samo jak szybko wbiegł do sklepu opuszcza go bo, po prostu, mu się spieszy, bo ma robotę do zrobienia. Tylko czy robota po tym jak doświadczył początku końca świata ma jakiekolwiek znaczenie skoro już za niespełna siedem lat nastąpi definitywny koniec?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *