Chonabibe

Skarpetki Soxstory

By | 18 sierpnia 2017

Kiedyś coś się poprzestawiało. Dobiegło do końca coś, a coś innego się zaczęło i teraz to coś trwa, ma miejsce. I to coś będzie trwało dopóki Nikt będzie się na to godził, dopóki nie powie dość, dopóki, po prostu, nie przestanie.
Wyszło naturalnie? – może. Pewnym jest jednak, że wyszło przez przypadek.
Kiedyś Nikt zajechał w jedno miejsce, dostał tam gwizdek i zaczął w niego dmuchać. Z różnym powodzeniem robi to do dziś dzień, ale Nikt jest tylko nikim. Nie należy więc wymagać od niego cudów.

Ostatnio Nikt znowu ruszył w świat. Jadąc najpierw autobusem, a później samochodem do miejsca w którym to się zaczęło nie myślał, że będzie mu dane wyszukać w telefonie kontakt, którego nie wykorzystywał już od dobrych pięciu lat.
Tak, to może być On, stwierdził Nikt widząc tego ciemnego, wyższego od niego o dobrych piętnaście, czy dwadzieścia centymetrów, ale nie dającego odczuć tej różnicy, człowieka, kolegę.
Nikt nie był pewien czy on to On. Nikt naprędce stworzył plan, w którym po fazie grupowej, po tym jak przy pomocy gwizdka zakończy ostatni mecz w grupie A podejdzie do niego i zagada. Nikt pomimo tego, że powinien być skupiony na tym co dzieje się pod koszem starał przypomnieć sobie imię tego, którego nie widział od dobrych pięciu lat. I Nikt przypomniał sobie to imię, przypomniał sobie też nazwisko, ale On nagle go zaskoczył podchodząc od tyłu w trakcie meczu, w którym Nikt godził dwie zwaśnione, spragnione spektakularnych zwycięstw drużyny. Nikt przeprasza, że zaskoczony przekręcił imię, ale tak to bywa kiedy jesteś skupiony na czymś innym niż to co nagle Cię zaskakuję.

A później były kolejne zaskoczenia bo ten wysoki, ten o ciemnej karnacji koleś w kapeluszu na głowie, przyniósł fanty, przyniósł skarpetki i się nimi podzielił. Kolorowe skarpetki , które przyniósł schowane w torbach, określone przez główną sędzinę zawodów jako fajne, zostały kolejnymi nagrodami przekazanymi zwycięzcom turnieju. Ale to było potem, to było po tym jak Nikt z kieszeni spodni wyciągnął telefon i wybrał, jak się okazało, niezmieniony od pięciu lat, numer do tego, który teraz sprzedaje kolorowe skarpetki, tego który ma swój sklep i w końcu tego, który widać, że ma przy tym sporo frajdy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *