Fotograf

By | 22 lipca 2017

Za godzinę będzie padać, oznajmił ten który kiedyś miał afro, ale to afro ściął stając się jednym z wielu.
Za godzinę będzie padać bo niebo jest nieruchome, a tlenu w powietrzu jakby w ogóle nie było. Za godzinę będzie padać bo wczoraj padało, a historia przecież lubi się powtarzać. Co najmniej do takich wniosków dochodzi Nikt bombardowany przez opinie, głosy, zdania, mądrości tego już bez afro jak i tych, których przez przypadek mija zmierzając w kierunku jedynie sobie znanym.

stary aparat
Coś musi być na rzeczy, stwierdza Nikt, przecież wszyscy nie mogą się mylić, dochodzi do wnioski lecz zamiast udać się na ścieżkę umożliwiającą dotarcie do celu o czasie możliwie najkrótszym on zaczyna błądzić. Nieco zagubiony w swoich myślach, skręca nie tam gdzie powinien oddalając się tym samym od miejsca, w którym miał się znaleźć. A przecież już za godzinę z nieba ma spaść deszcz… Nikt na pewno zmoknie. Zmoknie na pewno jeśli się w porę nie ocknie i nie wróci na właściwą ścieżkę prowadzącą do realizacji założonej wcześniej czynności i to realizacji w ciągu najbliższej godziny. Na szczęście w Nikim tkwi niewielka namiastka normalności więc, choć przychodzi mu to z trudem, odrzuca każdą z idei, która dopadła go w ciągu kilkunastu ostatnich chwil i już jest tuż tuż, już jest tuż obok. Co prawda podchodzi do punktu fotograficznego nie z tej strony z której powinien, ale to już nie ma najmniejszego znaczenia – on jest na miejscu.

Wchodzi do środka. Przy biurku służącym za kasę, punkt informacyjny oraz obsługi klienta stoi kobieta, nieco kwadratowa, stwierdza Nikt stojąc za nią. Po drugiej stronie biurka jest niemal jej bliźniacze odbicie, Nikt nie wie tylko czy równie kwadratowe jak to które stojąc przed Nikim wymachuje pieniędzmi. Dookoła jakieś zdjęcia, stare, z pewnością pamiętające lepsze czasy aparaty fotograficzne i sterta różności, różnych i wszelakich jak i też takich których Nikt nazwy nie zna. Jest też stolik i kanapa, ale Nikt nie wie czy służy ona za miejsce do siedzenia czy tylko jako wystrój nieco zagraconego punktu.

Co chwilę coś błyska. Wczoraj też błyskało przypomina sobie Nikt. Czy cyklicznie powtarzające się rozbłyski są oznaką deszczu? Nie, stwierdza Nikt wyglądając przez otwarte drzwi. A może oznaczają zbliżającą się burzę? W końcu w ciągu godziny miało zacząć padać. Tylko, że minęło dopiero jakieś dwadzieścia minut od pierwszej przepowiedni tego, który afro z głowy ściął. Nie, te rozbłyski to nie zapowiedź burzy. Te rozbłyski to zdjęcia, które wykonuje fotograf.

W głębinach zagraconego punktu znajduje się zielona zasłona zza której wydobywają się rozbłyski. To tam fotograf, przy wykorzystaniu flesza w aparacie ostrzeliwuje swoich klientów, stwierdza Nikt.
Kwadratowa kobieta przed nim coś przelicza – dziesięć, dwadzieścia, dwadzieścia-trzy… a Nikt czeka, aż ktoś go obsłuży, aż ktoś w końcu się nad nim zlituje i zapobiegnie sytuacji w której dane mu będzie zmoknąć, aż ktoś w końcu go zapyta: „w czym mogę pomóc”. Ale nic z tych rzeczy nie ma miejsca. Nikt wciąż stoi i czeka, sekundy płyną, minuty ulatują w zapomnienie, kwadratowa kobieta wciąż liczy, a flesze strzelają.

Kurtyna lub też zasłona, albo po prostu kotara, ta zielona oczywiście, ta za którą fotograf ostrzeliwał swojego klienta uchyla się, a Nikt uświadamia sobie, że na chwilę zamarł bez ruchu wymyślając określenia dla tej całej zielonej… zazdrostki? Nie, to złe określenie, stwierdza Nikt powracając do rzeczywistości w której fotografowana jeszcze przed chwilą kobieta niczym robot opuszcza lokat, a fotograf z niemal niewidocznym uśmieszkiem, z aparatem zwisającym z szyi postanawia poprosić jej męża, który do tej pory czekał na dworze.
Czyli jeszcze nie pada, stwierdza Nikt bo gdyby padało ten facet już od dawna znajdowałby się w tym zagraconym lokalu.

Facet, klient, model, o tak, model, a to dobre, stwierdza w myślach Nikt, bo przecież z niego taki model jak ze mnie śpiewak operowy znika wraz z fotografem za zieloną kurtyną. Kwadratowa kobieta wciąż coś liczy, wciąż wymachuje pieniędzmi, a godzina zaraz minie, zaraz zacznie padać i Nikt zmoknie wracając do domu.

Błyski znów zaczynają wykradać się zza kurtyny. Kwadratowa kobieta wciąż liczy, a jej niemalże lustrzane odbicie coś mówi. Nikt nie słucha, Nikt czeka. Spokojnie, mówi sobie w myślach. Oddychaj człowieku, oddychaj. Wdech nosem, wydech ustami. Będzie dobrze. Nie zmokniesz.

W końcu zza zielonej kotary anemicznie wychodzi fotograf uśmiechając się z deka, a tuż za nim, niczym zaprogramowany, patrzący ślepo przed siebie ten niby model co to przed chwilą był ostrzeliwany przy pomocy flesza. Z nim coś jest nie tak, stwierdza Nikt. On wyglądał nieco inaczej niż przed wejściem za kotarę. Wówczas był bardziej gibki, nie był taki sztywny, nie przypominał w swoich ruchach robota, lekko też się garbił.

Kurwa, coś ze mną nie tak, stwierdza Nikt. Przecież jestem tylko w salonie fotograficznym, a ten blady koleś co właśnie dziwnie uśmiecha się w moim kierunku, ten z którego szyi zwisa aparat jest tylko fotografem robiącym zdjęcia. To nie może być ten fotograf o którym kiedyś słyszałem, zapewnia się Nikt.
– W czym mogę pomóc?
– Ja po zdjęcia – odpowiada fotografowi Nikt.
– Aha.
– Na nazwisko K. te zdjęcia.
– Aha.
– Czy mogę odebrać? Zaraz będzie padać…
– Ma pan niezwykle fotogeniczną twarz – oznajmia fotograf.
Tylko, że Nikt nie ma fotogenicznej twarzy i co gorsza świetnie zdaje sobie z tego sprawę. Nikomu bliżej do Quasimodo niż do Georga Clooneya.
– Mogę zrobić panu zdjęcie?
– Ale ja tylko po odbiór…
– To zajmie tylko chwilkę.
– Ale ja nie mam pieniędzy – broni się Nikt.
I choć ma pieniądze to nie chce zdjęcia. Nie czuje się tu komfortowo. Tu coś nie gra.
Jak i dlaczego ten facet aż tak się zmienił po wyjściu zza kurtyny?, zastanawia się Nikt gdy fotograf chwyta za aparat i aktywuje go jednym naciśnięciem guzika. Rozbłyska flesz, a Nikt zamiera.
– Chodźmy tam – mówi fotograf wskazując miejsce za zieloną kurtyną.
Nikt niczym zahipnotyzowany posłusznie kieruje się we wskazane przez fotografa miejsce.
– Tutaj proszę usiąść – oznajmia fotograf wskazując na krzesło. – Głowa nieco do góry i w lewo.
Nikt posłusznie wykonuje polecenia. Tkwiąc nieruchomo na krześle ma pustkę w głowie. Nie dociera do niego, że wydarzyło się coś co zmusiło go do działania wbrew własnej woli, a to jest przecież ten fotograf o którym napisano piosenkę. To jest ten który kradnie dusze poprzez zdjęcia swe, to jest ten który wysysa z ludzi wnętrze, który sprawia, że zaczynają funkcjonować niczym zaprogramowane na wykonywanie wciąż powtarzających się, monotonnych czynności, roboty.

Fotograf mówi: „uśmiech”. Nikt się uśmiecha.
Fotograf zaraz przepuści salwę błyskających fleszy. Za moment Nikt stanie się przeszłością. Nie będzie już tym samym człowiekiem, którym był przez ostatnie lata. Jego marzenia ulecą w niepamięć, jego przyjemności znikną, a jego osobowość zostanie pogrzebana żywcem wraz z chwilą w której fotograf zakończy salwę fleszy.

Palec wskazujący zaraz opadnie na przycisk aparatu. To dzieje się naprawdę, tak samo jak naprawdę do Nikogo dociera dźwięk, a raczej cała ich masa systematycznie przebijająca się do zblokowanej podświadomości Nikogo.
To deszcz. To krople deszczu uderzające o parapet, o chodnik czy też dach budynku. Zaczęło padać. Minęła godzina. Zmoknę, stwierdza Nikt naprędce wstając z krzesła. Sesja fotograficzna nie dojdzie do skutku. Nikt zachowa swoją duszę. Nie stanie się robotem. Następnie odsłania kotarę i przysłaniając oczy dłońmi żąda aby zostały wydane mu zdjęcia.
– Szesnaście złotych – mówi fotograf, który zdążył za nim wyjść.
Nikt ma całe pięćdziesiąt więc takim banknotem ciska w kierunku fotografa po czym chwyta za kopertę ze zdjęciami i wybiega z przesadnie zagraconego lokalu.

Minęła godzina. Deszcz pada. Nikt moknie, ale mimo to zatrzymuje się, odwraca i wykrzykuje w kierunku zakładu fotograficznego, że reszty nie trzeba.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *