Tyle straciłem…

By | 15 lipca 2017

To działo się w ciągu dnia, w którym czas przestał istnieć.
Spóźniony… Lecz czy można być spóźnionym w przestrzeni bez czasu?
Nikt idzie, Nikt kroczy. Głowę ma pochyloną w dół bo i na co tu się dookoła patrzeć? Na te nic, tak samo jak jego, nieznaczące twarze? Nikt na tyle na ile może oszczędza swój wzrok, ale ma miejsce sytuacja obok której nie da się przejść niezauważonym. Znad przeciwka nadchodzi stary znajomy. Nikt nie widział go kilka lat. A może nie widział go tylko rok? Czas musiał naprawdę gdzieś się zagubić, zaplątać w jakieś glony tonąc pod taflą jeziora.

Nikt przystaje. Teatralnie kłania się koledze. Kolega niezręcznie odpowiada tym samym. Następnie uściskają sobie dłonie po czym Nikt pyta:
– Skąd tak pędzisz? Skąd tak gnasz?
– Beee, beee, buu, aaa, ee, bee… urząd pracy… – Odpowiedź jest w przeważającej większości niezrozumiała. Nikt wyłapuje tylko wzmiankę o urzędzie pracy.
– A po co tam byłeś? Nie pracujesz? – ciągnie rozmowę Nikt.
– Wizytę miałem. – Tutaj odpowiedź nie jest aż tak bardzo niewyraźna. Tutaj Nikt rozumie wszystko choć nie wie nic. Nie wie co, i jak, i dlaczego. Ale to rozwikła. Spóźniony, w przestrzeni bez czasu, ma długą chwilę na to aby stać tak i rozmawiać.
Zadaje więc pytania drążąc temat. Wśród buknięć, beknięć i niewyraźnych sformułowań historia powoli zaczyna łączyć się w jedną konkretną, logiczną całość. Nikt wie, że kolega był ostatnie pół roku na zwolnieniu bo miał wypadek samochodowy i po tym czasie się zwolnił. Tylko dlaczego sam się zwolnił tego Nikt nie wie. Jak Nikt usłyszał o wypadku samochodowym od razu włączyła mu się lampka, że AC, że OC, że NNW więc pytał dalej.
– Ale to ktoś w Ciebie uderzył?
– Nee! – Kolega Nikogo przecząco pokręcił głową.
– Czyli to Ty w kogoś walnąłeś?
– Nee! – Po raz kolejny kolega pokręcił przecząco głową, a jego fizjognomia zaczęła aż krzyczeć: „To Ty nic nie wiesz!? Przecież to wszyscy wiedzą! Wszyscy wiedzą co się wydarzyło”

Mówi się, że oczy są zwierciadłem duszy, że z oczu można jeśli nie wszystko to bardzo wiele wyczytać.
Nikt spojrzał wprost w oczy kolegi. Oprócz źrenic czy białek nie ujrzał w nich nic, zupełnie nic. Tak jakby były puste, zupełnie nic sobą nieprezentujące.

Później kolega z grubsza powiedział co się stało, ale Nikt nie dopytał o szczegóły bo już nie miał sił. Nie był w pracy, nie musiał się starać.
I to by mogło być wszystko. Tylko, że to nie było wszystko…
Nagle nadszedł jakiś znajomy kolegi Nikogo. Koleś łysy, jakieś sto sześćdziesiąt centymetrów w kapeluszu.
– A Twoja córka to do jakiego neurochirurga chodziła? – zapytał buczący kolega Nikogo tego, który dopiero co się doczłapał i właśnie witał się z Nikim.
Odpowiedź nie padła od razu. To wyglądało tak jakby ten z metra cięty łysol najpierw przez pięć minut odpalał silnik swojej kosiarki po czym zaczął kosić tam gdzie nie ma trawy by dopiero po chwili zorientować się, że trzeba się odwrócić bo to za nim znajduje się wciąż nieścięta trawa.
– Ona jest w ciąży…
– Ale do jakiego neurochirurga chodziła Twoja córka?
Nikt stoi z boku. Nikt obserwuje dialog, obserwuje scenę.
Mały patrzy unosząc łeb do góry na dużego. Duży patrzy na małego opuszczając łeb w dół. No dawaj mały. Nikt chyba zaczyna kibicować mu w myślach. Udziel odpowiedzi. Odpal kosiarę umysłu.
– Ona już nie chodzi do neurochirurga…
Kurwa. Nikt by się pacnął rozłożoną ręką w czoło, ale nie wypada. Trzeba zachować przyzwoitość.
– Ale do jakiego chodziła, ja się pytam. Bo mam kontakt do(tutaj kolega Nikogo podał jakieś nazwisko).
I scena znowu się powtórzyła. Mały z szelmowskim uśmieszkiem zapatrzył się na dużego, duży z szelmowskim uśmieszkiem zapatrzył się na małego. Oni chyba grają żartując przy tym? Nie, to nie możliwe. Tak się nie gra. Nie przy takich pytaniach.
Z metra cięty łysol nie odpowiada. Spina się przy tym. Chyba prędzej coś wypuści tyłkiem niż ustami…
– A ojciec nie chce?
Że co kurwa? Nikt już nie ogarnia. Zupełnie nie wie o co chodzi. To jest jakiś żart z Nikogo. Jeśli to większość włada mniejszością bo mamy demokrację to oni we dwóch, łącząc swe siły bez trudu powinni zawładnąć Nikim. Kurwa! To przerażające.
– Ale ja pytam na poważnie. Czy może była u(tu znowu kolega Nikogo podaje nazwisko lekarza) bo mam do niego kontakt i słyszałem, że jest dobry.
Mały na dużego, duży na małego. Szelmowskie uśmiechy. Niedowierzanie wymalowane na twarzy Nikogo. Czas gdyby istniał stanąłby w miejscu.
Niczym rewolwerowcy na dzikim zachodzie wpatrują się w siebie nawzajem. A gdzieś tam w innej przestrzeni podobno toczy się życie. Gdzieś tam w innym wymiarze podobno mają miejsce logiczne dialogi.
No dalej mały, dopinguje w myślach Nikt. To pytanie co prawda otwarte, ale albo znasz nazwisko lekarza i je podasz, albo powiesz, że nie wiesz i też będzie git. Nikt Cię nie za to znienawidzi.
– Taki młody i do lekarza…?

Jestem spóźniony, przypomina sobie Nikt. Jestem spóźniony choć czas nie istnieje. Nikt wyciąga swoją dłoń, najpierw dotyka jednej by po chwili dotknąć drugiej mówiąc przy tym, że tam gdzieś, gdzieś indziej czekają na niego, choć nawet jeśli Nikt by się nie pojawił tam dokąd zmierza to i tak by się świat nie zawalił. Przecież czas nie istnieje.

Tyle straciłem, stwierdza Nikt, kierując się tam gdzie podobno na niego czekają. Tyle straciłem, a raczej tracę nie pracując tam gdzie pracowałem dotychczas, gdzie tego typu niewyraźne sformułowania, rozmowy nie trzymające się kupy były na porządku dziennym, gdzie pomimo tego, że podobno ludzie są inteligentni i mają swój rozum królował absurd wymieszany z najczystszą głupotą.

One thought on “

Tyle straciłem…

  1. Nikt Post author

    Miło jest po jakimś czasie wrócić do swojego tekstu i stwierdzić, że po kilku przeróbkach mogłoby z niego coś być.
    Absurdem natomiast jest komentowanie własnego wpisu.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *