Ebooki

ebook o niczym

By | 20 czerwca 2017

Nastała ciemność, nastała noc, a Nikt jak to nikt ważny zasiadł przed komputerem i zaczął szukać dziury w całym. Otóż, jako że Nikt chce wypuścić e-booka postanowił nieco pogrzebać w tej materii, i trwało to całe dwa wieczory, wieczory w trakcie, których można przecież było całkiem odejść w zapomnienie wlewając w siebie przezroczyste lub też nieprzezroczyste napoje.
Co Nikt wygrzebał? Co Nikt stwierdził? Czy kogoś to w ogóle interesuje? A jakie to ma teraz znaczenie. Wnioski poniżej.

Po pierwsze Nikt stwierdził, że e-book to w dużej mierze dodatek do książki drukowanej. Wszyscy drukują, a co. Za pięć czy też sześć tysiaków można mieć nie tylko e-booka, ale i wydrukowaną książką i do tego wciśnięty ten cały wydruk będzie do kilku dystrybutorów, którym i tak nie będzie zależało na sprzedaży tej całej niby książki. No, ale wydruk można mieć, można go sobie położyć na półce. Niech się na nim zbiera brud, niech obrasta w kurz. Zawsze, jak się zaprosi do siebie jakąś urodziwą łanię to można jej sprytnie ukazać ów publikację. I tak, jej nie zdąży u nas przeczytać, ale zaciekawienie naszą osobą niewątpliwie wzrośnie.
Po drugie, a może nawet jeszcze po pierwsze to czy nie szkoda drzew? Czy z czasem nie doprowadzi to do ograniczenia się ilości tlenu na Ziemi i rychłej śmierci milionów z niedotlenienia?

Po drugie. Tak, teraz na pewno po drugie.
Nikt na rynku dostrzegł tylko jedno wydawnictwo trudzące się tylko i wyłącznie produkcją i publikacją e-booków, a to potwierdza tezę z punktu pierwszego odnośnie tego, że e-booki stanowią głównie dodatek do książki drukowanej i to dodatek wypuszczany na „rynek” jakieś dwa, trzy miesiące po pierwotnej publikacji książki. Ów wydawnictwo wydaje e-booki własnym nakładem finansowym jak i na zasadach vanity press, czyli za pieniądze autora. Tutaj Nikt nie wie jaki jest to koszt, ale pewnie w niedługim czasie się dowie.
Nikt znalazł też jeszcze jedno wydawnictwo, które stworzy i wprowadzi do dystrybucji tylko książkę w postaci e-booka. Tutaj jednak, nawet pomimo tego, że wydawnictwo to twierdzi, że też zdarza mu się wydawać książki własnym nakładem finansowany, to ciężko uwierzyć w to Nikomu.

Po trzecie Nikt sprawdził jakby to było tak olać wszelkie wydawnictwa i samemu, a co! od A do Z stworzyć książkę w formie e-booka i wprowadzić ją do sprzedaży. Nikt znalazł tę stronę: Beezar i się po pewnym czasie nieco przeraził. Otóż książki tu schodzą. Ktoś je kupuje. Nawet ładnie schodzą, ale są to książki z gatunku? LGBT.
Fajnie, super, w pierwszej kolejności pomyślał Nikt widząc, że książki są kupowane i czytane. Później jednak sprawdził co to LGBT. LGBT to ta tęcza co ostatnio się pojawiła na facebooku to, zgodnie z tym co twierdzi Wikipedia: „(z ang. Lesbian, Gay, Bisexual, Transgender) – skrótowiec odnoszący się do lesbijek, gejów, osób biseksualnych oraz osób transgenderycznych jako do całości.”
I tak. najbardziej poczytne e-booki wydane na własną rękę dotyczą scen seksu homoseksualistów czy tym podobnych osobistości. Najwidoczniej to ludzi kręci. No cóż o gustach się nie dyskutuje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *