Wczorajszy wojownik

O niczym

By | 27 marca 2017

Droga donikąd, droga całkiem zbędna. Wszyscy milcząc udają, że dokądś konkretnie jadą. Skupieni, znużeni, senni, pijani. Stoją lub siedzą jak należy, bez żadnych szaleństw, sprawiają wrażenie, niby dobre, właściwe, należyte. Jedno miejsce dla jednej osoby, jeden uchwyt dla jednej dłoni. Półtorej miejsca dla niego – wczorajszego nieświeżego wojownika, wojownika grubego, nadużywającego pożywienia. Siedzi się chwiejąc, bełkocze coś pod nosem, śmierdzi przy tym, smród jest wszędzie. Siedzi, myśli, Nikt to widzi.

– Jak starym trzeba być aby umrzeć? – przemawia w końcu, mówi, odzywa się w kierunku połówki miejsca, połówki starej, zmęczonej, zdegustowanej.

– Jak starym trzeba być aby umrzeć? – powtarza.

Połówka nie odpowiada, połówka milczy, nie odzywa się ani słowem. Połówka sprawia wrażenie zniecierpliwionej. Chyba zaraz wstanie, wyjdzie. Tylko, że przecież to jeszcze nie jej przystanek, nie jej chwila, nie pora. Ale za to to jego moment. Tak, to chwila w której unosi swój ciężki zad zajmujący półtorej miejsca wojownik.

Połówka go przepuszcza, pewnie myśli: „a niech on już idzie, niech zniknie z mych oczu”. Połówka nie ma czystych myśli, ale milczy, nie mówi nic.

– Jak starym trzeba być aby umrzeć? – po raz kolejny, już chwiejnie stojąc pyta wojownik. Tym razem nie czeka na odpowiedź, najwidoczniej wie, że i tak jej nie będzie. Mówi zatem:

– Aby umrzeć trzeba najpierw żyć…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *